4 maja 2024

Pielgrzymka do Rzymu i południowej Italii - za nami

RELACJA Z PARAFIALNEJ PIELGRZYMKI

Rzym i południowa Italia – 2024

 

Poniedziałek, 29 kwietnia 2024 r.

Nasza pielgrzymkowa przygoda rozpoczęła się jeszcze przed świtem. Punktualnie o 3:40 spotkaliśmy się w hali portu lotniczego w Gdańsku-Rębiechowie.

Po spotkaniu z przedstawicielem biura Kaszub Travel, przejściu odprawy i kontroli bezpieczeństwa, wygodnie rozsiedliśmy się w hali odlotów, oczekując na samolot do Warszawy. O 5:40 nasza 40-osobowa grupa, pod duchową opieką ks. Proboszcza Krzysztofa, wzbiła się w niebo samolotem LOT.

Na warszawskim Okęciu czekała na nas pani Ewa – pilotka wycieczek, specjalizująca się w Italii. Po zaledwie półgodzinnym oczekiwaniu zajęliśmy miejsca w kolejnym, ale już dużo większym samolocie LOT, który równo o 7:15 rozpoczął kołowanie i po chwili wystartował w kierunku Wiecznego Miasta.

Dobrą atmosferę na pokładzie uzupełniły przepiękne widoki za oknem, jak i serwowana kawa. Po niecałej 1,5 godzinie kapitan samolotu ogłosił, że znajdujemy się już nad chorwackim Zadarem, na wysokości przelotowej ok. 12 000 metrów. Temperatura na zewnątrz samolotu wynosiła aż minus 60 stopni Celsjusza!

Po godzinie 9:30 nasz samolot wylądował na rzymskim lotnisku Fiumicino im. Leonarda da Vinci.

Przeciągające się oczekiwanie na bagaże umilił ks. Proboszcz, uderzając w struny gitary.

W końcu udaliśmy się do wynajętego autokaru, który zawiózł nas do hotelu w Rzymie.

Nieco niewyspani :-) ale zaciekawieni ruszyliśmy „w miasto”. Pierwszym punktem była Msza Święta, którą ks. Proboszcz odprawił dla nas w kościele pw. Św. Piusa V.

Następnie spotkaliśmy się z panem Michałem – Polakiem, mieszkającym we Włoszech i przewodnikiem po Rzymie. Razem udaliśmy się do Bazyliki Świętego Jana na Lateranie – jednej z czterech tzw. bazylik większych. Jest to oficjalna katedra Biskupa Rzymu, nazywana  Matką i Głową Wszystkich Kościołów Miasta i Świata. Odwiedziliśmy także pobliskie „święte schody” – według przekazów zostały one przywiezione przez św. Helenę z Ziemi Świętej. Miał po nich iść sam Pan Jezus, na sąd u Piłata w pretorium… Co ciekawe, wolno po nich iść wyłącznie na klęczkach. Wielu z nas skorzystało z tej możliwości.

Po przerwie na kawę i lody odwiedziliśmy neoromański kościół pw. św. Alfonsa Liguori. W prezbiterium tej świątyni umieszczony jest oryginał ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy. To także miejsce, gdzie ojcowie redemptoryści sprawują posługę w języku polskim dla tutejszej Polonii. Stamtąd udaliśmy się do bazyliki Matki Bożej Większej (Santa Maria Maggiore) – kolejnej spośród bazylik większych.

W drodze powrotnej do hotelu naszą uwagę zwrócił maleńki, urokliwy kościółek Madonna della Riposa (Matki Bożej Odpoczywającej). Miejsce to, jako jedno z pierwszych, odwiedził Jan Paweł II niedługo po wyborze na papieża.

 

Wtorek, 30 kwietnia 2024 r.

Drugiego dnia, już nieco bardziej wypoczęci :-), po śródziemnomorskim śniadaniu, pojechaliśmy metrem do zachodniej części Rzymu, by nawiedzić kolejną bazylikę większą – Świętego Pawła za Murami. Tan przeżyliśmy Eucharystię oraz zatrzymaliśmy się przy miejscu spoczynku doczesnych szczątków Apostoła Narodów. Nie zabrakło czasu wolnego na kawę, lody i zakup pamiątek.

Z Bazyliki udaliśmy się na stację kolejową, skąd pojechaliśmy pociągiem (Metromare) do nadmorskiej dzielnicy Rzymu – Ostii. Tam była okazja do spaceru brzegiem morza. Niektórzy z nas zdecydowali się także na kąpiel w spienionych falach Morza Tyrreńskiego.

Po powrocie ponownie spotkaliśmy się z panem Michałem, ktory zabrał nas do Koloseum oraz Forum Romanum – serca i centrum życia starożytnego Rzymu. Kolejnym punktem był ryneczek Campo di Fiori, słynący ze sprzedaży warzyw i owoców.

Wizyta w centrum Rzymu stała się także okazją do spotkania z siostrą Michaliną – pochodzącą z Gdańska brygidką, posługującą w rzymskim klasztorze, w którym mieszkała sama założycielka zakonu – św. Brygida Szwedzka. Dzięki życzliwości Siostry odwiedziliśmy kościół, klasztor i mieszkanie św. Brygidy. Ciekawostką jest, że po śmierci Brygidy w 1373 r. kondukt żałobny z jej ciałem udał się w drogę do dalekiej Szwecji, by – zgodnie z życzeniem zmarłej – tam złożyć jej szczątki. Przystankiem konduktu był Gdańsk – stąd obecność kościoła i relikwii świętej w mieście nad Motławą.

Ostatnim punktem była bazylika Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu – wyjątkowo okazała świątynia, w której akurat trwały przygotowania do wieczornego nabożeństwa.

 

Środa, 1 maja 2024 r.

W pierwszym dniu maja nadszedł czas na wyprawę do najmniejszego państwa świata. Rano staliśmy już w kolejce na Plac Św. Piotra, by wejść na audiencję generalną.

Spotkanie z Ojcem Świętym Franciszkiem zorganizowano w wewnętrznej auli, zatem słuchaliśmy audiencji stojąc przed telebimem. Tam też przyjęliśmy papieskie błogosławieństwo.

Stamtąd, już w deszczowym klimacie, przeszliśmy do kościoła pw. Ducha Świętego, gdzie została odprawiona koncelebrowana Msza Święta w języku polskim.

Padający co chwila przelotne deszcze nie przeszkodziły nam w spacerze po centrum Rzymu – podziwialiśmy m.in. Zamek Świętego Anioła, rzekę Tyber, Piazza Navola, fontannę di Trevi, Piazza di Spagna oraz słynne Schody Hiszpańskie.

 

Czwartek, 2 maja 2024 r.

Tego dnia wstaliśmy o wyjątkowo wczesnej godzinie, bo już około piątej. Zabraliśmy prowiant na drogę i ponownie ruszyliśmy do Watykanu. Tym razem, po długim oczekiwaniu w tłumie innych pielgrzymów (w dużej mierze polskich) weszliśmy do Bazyliki Świętego Piotra. Tam koncelebrowano Eucharystię w języku polskim, tuż przy grobie św. Jana Pawła II.

I… nadszedł czas rozstania z Rzymem. Świadomi długiej drogi przed nami, z Watykanu udaliśmy się prosto na parking, gdzie w autokarze oczekiwał nas pan Daniele – prawdziwy rzymianin i niezwykle sympatyczny kierowca autobusu. Razem ruszyliśmy w głąb Włoch.

Pierwszym przystankiem było sanktuarium w Manopello. Przechowywany jest tam całun z obliczem Pana Jezusa, często porównywany do całunu turyńskiego. Co ciekawe, po nałożeniu na siebie obu tych wizerunków, zgadzają się nie tylko proporcje twarzy, ale i ślady ran.

Było nam niezmiernie miło, gdyż w Manopello czekała na nas pochodząca z Gdyni Siostra Monika ze zgromadzenia sióstr służebnic Przenajświętszej Krwi.

Z pięknie położonego Manopello wyruszyliśmy w dalszą drogę – do Lanciano. Po drodze pani Ewa opowiedziała nam co nieco o geografii Włoch. Warto było przypomnieć, że majestatyczne góry, których ośnieżone szczyty mijaliśmy, należą do Apeninów – gór, które są kręgosłupem Italii. Zbliżaliśmy się ponadto do wschodniego krańca półwyspu, stąd naszym oczom coraz częściej ukazywała się potężna tafla Adriatyku.

I tak przybyliśmy do miasteczka Lanciano – to właśnie tutaj, w VIII wieku, pewien bazyliański mnich zmagał się z wątpliwościami co do obecności Jezusa Chrystusa w Komunii Świętej. Podczas odprawiania kolejnej Eucharystii, gdy wypowiedział słowa konsekracji, hostia została przemieniona w ciało Jezusa, a wino w Jego krew. Relikwie cudu są tutaj przechowywane po dziś dzień, a badania naukowe z 1970 roku wykazały obecność tkanki mięśnia sercowego oraz ludzkiej krwi. Jednocześnie wykluczono obecność soli czy innych substancji konserwujących.

Napełnieni radością ze spotkania z Panem w tak niezwykłych miejscach dotarliśmy do San Giovanni Rotondo, zatrzymując się po drodze w sklepiku z regionalnymi wyrobami spożywczymi. Ostatnim punktem tego dnia był przyjazd do hotelu, gdzie chętnie udaliśmy się na spoczynek.

 

Piątek, 3 maja 2024 r.

Po śródziemnomorskim śniadaniu, wcześnie rano, zajęliśmy miejsca w autokarze i razem z panią Ewą oraz panem Daniele wyruszyliśmy na kolejne spotkanie z Panem. Tym razem czekała nas położone niedaleko nas Monte Sant’Angelo. Po emocjonującym wjeździe na wysokość ponad 800 m n.p.m. ujrzeliśmy urokliwe miasteczko oraz najważniejszy punkt – sanktuarium świętego Michała Archanioła. Powstało ono w bardzo nietypowy sposób – niewielkim kościołem obudowano grotę, gdzie w I tysiącleciu chrześcijaństwa objawiał się sam Książę Zastępów Niebieskich. Pani Ewa zdradziła nam, że jest to jedyny kościół na świecie, niekonsekrowany przez biskupa, a uświęcony przez samego Archanioła.

W duchowej łączności z Polską, przeżywającą tego dnia uroczystość NMP Królowej Polski, uczestniczyliśmy w Mszy Św. w naszym pielgrzymim gronie. Celebrował ją nasz ks. Proboszcz. Dziękujemy posługującym tam siostrom zakonnym z Polski za życzliwe przyjęcie.

Po powrocie z niezwykłej góry nadszedł czas na powrót do San Giovanni Rotando – czekało nas jeszcze przecież miejsce posługi św. Ojca Pio. Odwiedziliśmy klasztor i kościół, w którym posługiwał. Byliśmy także w nowoczesnym kościele, gdzie wystawione jest ciało świętego zakonnika. Naszą uwagę zwrócił monumentalny Casa Sollievo della Sofferenza (Dom Ulgi w Cierpeniu) – szpital i hospicjum, powstałe z inicjatywy Ojca Pio. Nie zabrakło czasu na indywidualną modlitwę i przedstawienie intencji niezwykłemu świętemu.

Po zakupach w kolejnym sklepiku regionalnym ruszyliśmy autokarem w kierunku Neapolu.

Jazda upłynęła w deszczowej pogodzie, a jeszcze przed dojazdem do miasta na horyzoncie pojawił się zamglony szczyt Wezuwiusza. Wzbudził respekt…

W Neapolu oczekiwał na nas pan Leo – mieszkaniec, przewodnik turystyczny i pasjonat lokalnej historii. Przyjął nas bardzo serdecznie i zabrał na wieczorny spacer po centrum.

„Zobaczyć Neapol i umrzeć” – powiedział kiedyś Goethe. To specyficzne miasto, ale zdecydowanie warte odwiedzenia. Może nas razić wiele jego cech, ale ma w sobie pewnego rodzaju urok. Niech każdy odwiedzający wyrobi sobie zdanie samemu… - tak będzie najlepiej i tak też doradziła pilotująca nas pani Ewa.

Zwiedzając śródmieście, weszliśmy do monumentalnej katedry. Trwały tam przygotowania do oczekiwanego cudu św. Januarego, który faktycznie wydarzył się następnego dnia (upłynnienie zbrylonej krwi męczennika, przechowywanej w ampułce).

Podczas spaceru po wąskich uliczkach nie mogło zabraknąć wizyty w pizzerii. Która pizza lepsza – rzymska czy neapolitańska? Obydwie wspaniałe! Gdyby jednak trzeba było wybierać… zdania w tej kwestii okazały się podzielone :-)

Po tak pięknym, ale i intensywnym dniu wielką przyjemnością była kolacja w miasteczku Ottaviano, położonym na stoku Wezwiusza. W przytulnych, hotelowych pokojach, szybko zasnęliśmy.

 

Sobota, 4 maja 2024 r.

W sobotni poranek powróciliśmy do Neapolu, aby odwiedzić kościół, w którym spoczywa ciało Sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo. Tam, podobnie jak dzień wcześniej u św. Michała, przeżyliśmy Eucharystię, celebrowaną przez ks. Proboszcza. Pomodliliśmy się przy grobie coraz popularniejszego w Polsce kandydata na ołtarze. Spotkaliśmy się także z niezwykle serdecznym przyjęciem przez posługujące tam panie. Jedna z nich, pamiętająca księdza Dolindo (zmarł w 1970 roku) przechowuje i nosi przy sobie świadectwa łask otrzymanych za jego wstawiennictwem. Kiedy o tym opowiada, płacze ze wzruszenia.

Po wyjściu z kościoła mogliśmy jeszcze, za niewielką opłatą, skosztować pysznej kawy… podawanej z balkonu w mieszkaniu naprzeciw kościoła. Czas jednak naglił, dlatego nie mogliśmy pozostać dłużej…

… bo w planie była jeszcze wizyta w Monte Cassino. Zatrzymaliśmy się tam w drodze powrotnej z Neapolu do Rzymu. Już sam widok (z autostrady) wywarł ogromne wrażenie. Wjazd na Monte Cassino (ponad 500 m n.p.m.) dostarcza nie lada emocji. Stromizny, serpentyny, przepaście za barierkami – wszystko to odstraszyłoby niejednego kierowcę. Nie było to jednak żadnym problemem dla Daniele i jego autokaru :-)

Zwiedziliśmy dziedziniec i kościół benedyktyńskiego opactwa, podziwiając przy tym piękne widoki. Warto dodać, że założenie zostało doszczętnie zniszczone podczas II wojny światowej. Pietyzm, z jakim całość została odbudowana, wywołuje niezapomniane wrażenie.

Nie mogło oczywiście zabraknąć wizyty na położonym tuż obok polskim cmentarzu. Pani Ewa w przejmujących słowach opowiedziała o polskich, młodych żołnierzach z armii gen. Andersa, którzy na przełomie kwietnia i maja 1944 r. ginęli w tzw. kotle śmierci. Kiedy z głośników w autokrze rozległy się "Czerwone Maki", w niejdnym oku zagościła łza...

Dodatkowe poruszenie wywołał fakt, że przybyliśmy tam w 80. rocznicę bitwy o Monte Cassino.

Chciałoby się tam pobyć znacznie dłużej… ale świadomość zbliżającej się godziny wylotu zmuszała nas do sprawnego powrotu. Po chwili, w zadumanych nastrojach pędziliśmy już autostradą w kierunku Rzymu.

Dzięki zapasowi czasu spokojnie przeszliśmy odprawę na rzymskim Fiumicino i mogliśmy oczekiwać na samolot do Polski. Niektórzy wykorzystali ten czas, by skosztować jeszcze włoskiej pizzy lub wina.

I punktualnie o 19:15 nasz samolot rozpoczął manewry, by po chwili wzbić się ku niebu. Zatoczenie kółka nad Rzymem pozwoliło raz jeszcze rzucić okiem na odwiedzane miejsca i rozmarzyć się…

Pięknie prezentował się Adriatyk w blasku zachodzącego słońca. Może tak samo pomyślał Krzysztof Kamil Baczyński, pisząc o "wędrowaniu ciepłym krajem"... Niesamowicie wygląda Kraków, oglądany nocą z lotu ptaka. Przesiadka w Warszawie była już tylko formalnością. W stolicy Polski pożegnaliśmy się z panią Ewą i ruszyliśmy na samolot do Gdańska.

Wylądowaliśmy ok. 23:40. Szczęśliwi, że bezpiecznie dolecieliśmy, ale i smutni… bo był to już koniec wspólne przygody…

 

Nasza pielgrzymia grupa bardzo dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli, bez których podróż nie odbyłaby się, a w szczególności księdzu Proboszczowi Krzysztofowi – za pomysł na pielgrzymkę, posługę kapłańską, otwarte serce, duchową opiekę i obecność z nami. Wielkie podziękowania i wyrazy uznania należą się także pani Ewie – pilotce, którą poznaliśmy nie tylko jako dobrą organizatorkę, ale także pasjonatkę Italii, obdarzoną ogromną życzliwością i niezwykłym poczuciem humoru. Bardzo doceniamy także osobiste świadectwo wiary Ewy, którym dzieliła się z nami podczas odwiedzania świętych miejsc.

 

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
79 0.047423124313354